poniedziałek, 1 stycznia 2018



1.12.
Nabieram dystansu, a jednocześnie nie nabieram niczego. Uczucia sprowadzają się do samotności,
a czas ją tylko pogłębia.

2.12.
Trafiam na takie książki, przy których przygasa zapał do artykułowania samodzielnych refleksji. Miałam nawet zamieszczać wyłącznie cytaty, ale są tacy, którzy lubią czytać także mnie ;)

3.12.
John Mayer „Paradise Valley”. John zawsze działa na mnie kojąco, dobrze się przy nim marzy i pije herbatę z miodem.
Ewentualnie winko.

4.12.
Proszę bardzo, pierwszy fragment:
„Im więcej człowiek wie o życiu, im dłużej żył, tym życie wydaje mu się straszniejsze. Strach siedzi na dnie świadomości każdej istoty żywej. A ludzki świat przynosi odrębny strach, o wiele straszniejszy niż w świecie zwierząt, których świadomość przecież także przepaja dzika podnieta nieustannego niebezpieczeństwa. Życie to rozpoznawanie strachu, to skowyt stworzenia beznadziejnie szarpiącego się pomiędzy biegunami narodzin i śmierci.” 
Sándor Márai Dziennik 1943 – 1948
Jedyne co mogę dodać – całość warto przeczytać.

5.12.
Druga to „Księga ryb Williama Goulda” Richarda Flanagana. Charakteryzuje ją wstrząsająca plastyczność obrazu, niewiarygodny realizm. Historia absurdalna, ale może całkiem prawdziwa. Ten urywek może nie jest szalony, ale nie dajcie się zwieść:
„Na podstawie spostrzeżeń Pliniusza doszedłem do wniosku, że człowiek, który wcale nie jest pępkiem świata, zamieszkuje niepewną, niebezpieczną, przekraczającą nasze rozumienie rzeczywistość, w której ciężarna kobieta może poronić, na przykład jeśli ktoś zdmuchnie w jej obecności lampę; rzeczywistość, w której człowiek jest zagubiony i niewiele znaczy, choć jednocześnie znajduje się pośród czegoś, co jest cudowne i nadzwyczajne, i żyje w tym przepięknie niewytłumaczalnym cudzie, ograniczonym tylko ludzką wyobraźnią.”

6.12.
Praca i praca.

7.12.
Są rozmowy, które otwierają oczy na inne horyzonty. Ale tak zupełnie, całkowicie nieznane. Wskazują nowe sposoby myślenia, zmieniają perspektywę, oświetlają (zaskakująco) obraz. Skłaniają do porzucania starych dróg.
Tyle jeszcze nie wiem.

8.12.
Rzeczy. Co ja nimi karmię?
I co jest oszustwem; przekonanie, że jedynie książki tłumaczą zakupy inne, niż zaspokające podstawowe potrzeby, czy radość z nowych kosmetyków, biżuterii, ciuchów?
Ile radości trzeba, żeby miała znaczenie?

9.12.
W kwestii polityki jestem na emigracji.

10.12.
Sándor Márai w „Dzienniku 1943 – 1948” napisał:
„Linię życia potrafią utrzymywać prosto tylko kobiety. Mężczyźni albo tworzą, albo niszczą. Kobiety potrafią coś zachować, mężczyźni są do tego niezdolni.
Wykonują tę niezauważalną pracę, bez której nie ma życia, tylko przygoda. Prawda, że to wielka przygoda, bowiem tworzenie jest głównym sensem istnienia – ale bez pracy kobiet nie da się żyć.
Mężczyźni płodzą – to jest przygoda; kobiety rodzą – i to jest życie.”
Trochę mi to trąci seksizmem, chociaż statystycznie wydaje się życiowe. Mężczyznom na pewno odpowiada.

11.12.
Niewesoło na dobranoc: „W pokoju pośród skorup kafli pieca odnajduję fotografię przedstawiającą Gorkiego i Tołstoja w ogrodzie w Jasnej Polanie. Na spacerze, podczas którego została wykonana ta fotografia, Tołstoj powiedział Gorkiemu: „Mam już osiemdziesiąt lat i płakać mi się chce, kiedy pomyślę o tym, że na próżno napisałem to wszystko, ludzie niczego się nie nauczyli i nie stali się lepsi.” 
Sándor Márai Dziennik 1943 – 1948

12.12.
Dzisiejszy dzień uświadamia mi, że w naszym świecie informacja jest zmielona, przeżuta, wypluta
i znowu elegancko przygotowana, aż wygląda jak nowa. Nowe jest stare, albo jeszcze starsze. Generalnie - gówniane. A my – niezbyt mądrzy.

13.12.
I luźno nawiązując do poprzedniego: „Jak zauważył bowiem Capois Śmierć, jeśli gówno zyska kiedyś na wartości, to biedacy będą się rodzić bez dziur w dupach.” 
Richard Flanagan Księga ryb Williama Goulda
W punkt.

14.12.
Chciałabym zapamiętać, żeby zachować zimne serce: „Nie wystarczy nauczyć się lekcji, że nie możemy oczekiwać od ludzi niczego dobrego; trzeba się jeszcze nauczyć rzeczywiście niczego nie oczekiwać.” 
Sándor Márai Dziennik 1943 – 1948

15.12.
Tyle osób wokół mnie, obydwie prace otwarte i pełne relacji. Zawodowych, obojętnych, miłych, nieważnych i bardzo ważnych. Słowa, często zbyt liczne, dla komunikacji, informacji, słowa puste jak puste mieszkania.
A przecież są rozmowy pełne znaczenia.

16.12.
„Jak każdy, kto jest kochany, a sam nie kocha, wie, że jest silniejszy, i daje odczuć swoją władzę. Zna zasadę, która mówi, że kto kocha, ten płaci. To kurewskie prawo, którego każdy żyjący prędko się uczy.” Sándor Márai Dziennik 1943 – 1948

17.12.
Wydaje mi się, że popełniam same błędy.
Albo wszystko jest możliwe.

18.12.
„Straszliwie trudno jest poznać prawdę o nas samych: o naszej naturze, skłonnościach, pragnieniach. Niemal niemożliwe. Jest tu jakaś głęboka, gęsta mgła, której nie potrafi oświetlić promień rozumu.” Sándor Márai Dziennik 1943 – 1948

19.12.
W wieczornej pracy długa rozmowa po angielsko-rosyjsku z młodymi ludźmi z Ukrainy i jeszcze dalszego Wschodu, którzy wybierali kremy Vichy dla swoich mam. Dopytywali o wszystkie właściwości dużo bardziej wnikliwie niż większość kobiet. Pilnowali nawet, żeby pudełka nie były gdzieś wgniecione, bo to przecież świąteczne prezenty.
Chapeau bas!

20.12.
Jakoś tłumaczę sobie to milczenie.
Nie da się przecież wytrzymać bez chęci zrozumienia rzeczywistości, próby zapanowania nad własnym losem.
Choćby tylko fruwał na wietrze jak płatek śniegu.

21.12.
„Myślę, że chodzi o to: czy kobieta daje mężczyźnie sposób i okazję, by mężczyzna mógł jej coś d a ć – miłość, rozkosz, czułość, ofiarę, wszystko, co człowiek może dać człowiekowi. Dla mężczyzny to ważniejsze od tego, co on  m o ż e  d o s t a ć  od kobiety. Kobieta, która naprawdę kocha mężczyznę,  d a j e  m u  s p o s o b n o ś ć , by mógł ją na różne sposoby obdarować. Wszystko inne to młodzieńcza niedojrzałość i histeria.” 
Sándor Márai Dziennik 1943 – 1948
Tak rozumie tę relację pan Márai. Czy każdy Węgier tak myśli?

22.12.
Dzisiaj dzień Grzegorza Ciechowskiego – tyle to lat, a wszystko gra.

23.12.
Kiszone ogórki, śledzie, dużo śledzi, kapusta, cebula, jeszcze więcej cebuli, barszczyk, ale też suszone pomidory i łosoś. Zbliża się Wigilia, a ja się oddalam.
Szkoda, że już nigdy nie będzie tak samo.

24.12.
Pół dnia w pracy z miłymi ludźmi, z których większość życzyła mi wesołych świąt i kupowała prezenty dla zapomnianych babć, ewentualnie żon albo kochanek: witaminy w litrowych butlach i kremy w pudełkach z wytłaczanymi, różowymi kokardkami.
Potem Wigilia u Selene i Jerzyka w stylu polsko – cypryjskim, czyli barszcz z uszkami i śledzie kontra faszerowane pomidory.

25.12.
Najmilsze święta ever.

26.12.
Stary Sting, stary Mick Hucknall, stary Phil Collins, George Michael nie żyje, David Bowie nie żyje, Prince nie żyje, MJ już dawno nie żyje.

27.12.
Kiedyś potrafiłam udawać, że nie słyszę. Albo mieć nadzieję, że da się coś zmienić w głowie drugiego człowieka. Teraz wiem z całą pewnością, że możliwe jest wyłącznie zaakceptowanie innej osoby jako całości, ze wszystkim. Jeśli jest coś, co od początku uwiera, albo nie można zgodzić się z poglądem, ważnym w sferze podstawowej, to trzeba dać spokój.

28.12.
Ostatni dzień półtorarocznego okresu „aptecznego” w mojej karierze zawodowej. To było ważne, odpowiedzialne i bardzo dobre.  Jednak miło będzie mieć więcej czasu dla siebie.

29.12.
Dzisiaj w pracy postanowiłam przygotować jak najwięcej na przyszły rok. Mimo ogarniającej mnie błogości przed kilkoma wolnymi dniami oraz ogólnego marazmu ostatniego dnia w starym roku, zrobiłam tyle, że aż odczuwam satysfakcję. Radość z pracy – ile waży?

30.12.
„Przełęcz ocalonych” – arcydzieło – dusza, serce, rozum.
 I montaż.

31.12.
Petardy wystrzeliwane od 18 wieczorem. Niespodziewany, nagły huk. Kojarzą mi się z wybuchami bomb, a nie radością spowodowaną powitaniem. Skąd tyle bezinteresownej głupoty? Przed północą kolorowa kanonada. Szalony sygnał dla Wszechświata wysyłany co godzinę z innej cząstki ziemskiej pomarańczy. O czym mówi? 
Ciągle te same pytania.
Azja pełna obaw, ciągle tuż przy mnie a o dwunastej - całkowite roztrzęsienie. Jestem za zakazem odpalania środków pirotechnicznych bez zezwolenia. Całorocznym!


sobota, 3 czerwca 2017

1 maja
Mój tato opowiadał Zosi jak się nam żyło w PRL, a robił to barwnie i żartując. Przypominał również zabawne historie ze swojego dzieciństwa i przywoływał wspomnienia rodziców. Żeby nie było niesprawiedliwie mama także wróciła do przeszłości. Większość z tego już słyszałam, ale znalazły się też całkiem nowe opowieści. Gdyby nie one, niewiele zostaje, parę zdjęć, na których prawie nikogo nie rozpoznaję. Wszystko rozpada się i przemienia w pył. Niby nic nowego, ale dzisiaj jakoś tak mocno to poczułam.
Pamiętasz pana Wiktora Zina i jego rysunki w „Piórkiem i węglem”? Przypomniałam sobie o nim, i chwała Internetowi, odnalazłam, żeby pokazać Zosi.

2 maja
Zosia, czasem na głos, czyta „Syzyfowe prace” i dzisiaj dotarła do fragmentu, gdzie cytowana jest „Reduta Ordona”.
Poruszone przeczytałyśmy całą „Redutę”.
Uznałyśmy, że już pora na „Trylogię”. Proszę uprzejmie, następnie przejdziemy płynnie do „Chłopów” i „Lalki”.

3 maja
Czytam biografię Barbary Piaseckiej-Johnson, autorstwa Ewy Winnickiej i wciąga mnie niezwykle ta historia nienasyconego bogactwa. Kwot, jakie widzę, nie bardzo mogę sobie wyobrazić, czy przełożyć na konkretną wartość. Ludzie, mający praktycznie nieograniczone możliwości sami się pożerają w dziwaczny, groteskowy sposób.

4 maja
Idziemy szczepić Zosię Cervarixem. Bardzo długo wahałam się, poszukiwałam informacji, właściwie okazało się, że zwlekałam do ostatniej chwili.
Ale nie darowałabym sobie, gdyby zachorowała.
Zosia zaszczepiona.

5 maja
Rano – mgła. Rzadkie, ale moje ulubione zjawisko w pogodzie (chyba, że muszę jechać samochodem 200 km). Cisza, bez wiatru, ptaki też milczą. Kokon. Może złudny, ale lubię takie klimaty.
Przedpołudnie z Martą na wzajemnej terapii.

6 maja
Sobota jak sobota, najważniejsze, że poszłyśmy do kina na Strażników Galaktyki vol.2, wspaniały film, stanowiący ten rodzaj rozrywki, który lubię najbardziej. Przyjemność i odpoczynek.

7 maja
We Francji wybory prezydenckie wygrał Emmanuel Macron i to jest dzisiaj ważne.

8 maja
Piosenka przypomniała mi nieśmiałe, wspólne momenty tkliwości, zachwycające chwile. Są miliony zdarzeń, które nie mają żadnego znaczenia, a inne przechowuje się bez najmniejszego wysiłku. Żywe, przyspieszające bicie serca. I nieważne, czy zdarzyły się miesiąc temu, czy dziesięć lat. Na ile to marzenia, a na ile dotknęłam realnej szansy na drugiego człowieka, prawdziwie bliskiego, na uczucie, które nie jest tylko pożądaniem, intelektem, upodobaniami, gustem, potrzebami, wychowaniem, tylko tym wszystkim razem i czymś jeszcze bardzo, ale to bardzo przepięknym.

9 maja
Nikt nie może człowieka bardziej rozczarować, niż sam siebie.

10 maja
Po drugiej stronie czatu jest żywy człowiek, który myśli, co ma napisać. Świadomy tego, że będę interpretować jego słowa, zastanawia się więc.
To jest taka piękna iluzja.

11 maja
Czuć czy myśleć? W jakim wieku powinna nastąpić zamiana? 30 lat? 40? Po pierwszej zdradzie? Po pierwszym nokaucie? Kłamstwie, okrucieństwie, śmierci?

12 maja


13 maja


14 maja
Zastanawiam się nad każdym słowem, które tu zostawiam. Nad potencjalnym zagrożeniem, jakie stanowi. I bardzo mnie zasmuca, że nie piszę wszystkiego, o czym bym chciała.
Muszę odpocząć od tego.
Postaram się wrócić.

poniedziałek, 15 maja 2017

1.
Rozwodów nie będzie – uroczy film, który wciąż bardzo dobrze się ogląda (1963). Szczególnie miły dla fanów pań Lipińskiej, Tuszyńskiej, Zawadzkiej i oczywiście Zbyszka Cybulskiego. Dla ciekawych życia w latach 60-tych w Polsce i sztuki filmowej z tamtych lat.

2.
Zwierzęta nocy – koniecznie. Znakomity, przerażający, niezapomniany.

3.
Czerwony Kapitan – strata czasu. Całkowita i żenada. Jak Maciej Stuhr mógł tak fatalnie dubbingować sam siebie? Mistrz dubbingu?

4.
Lion. Droga do domu – film o uroczym chłopcu, który się zgubił a potem, jako dorosły, poczuł potrzebę odnalezienia domu. I udało mu się.

5.
Geneza planety małp – nigdy więcej.

6.
Pasażerowie – tak, bardzo polecam jako wielbicielka kina science-fiction, ale nie tylko dlatego.

7.
Life – ze względu na Jake'a Gyllenhaala zdecydowałam się na thriller, ponieważ zwykle je omijam. I bardzo dobrze się bawiłam, nie zważając specjalnie na szczegóły. Dwa razy „nie patrzyłam”, a poza tym było fajnie.

8.
Łowca i Królowa Lodu – pomyłka, z całą pewnością kosztowna.

9.
Dzień Niepodległości: Odrodzenie – kilka przebrzmiałych gwiazd plus Chris Hemsworth to za mało.

10.
Historie miłosne – tak. Chociaż Jerzy Stuhr nie jest dla mnie typem mężczyzny, dla którego można stracić głowę.

11.
Rebeliant – tak. Porządny, nudnawy film i Matthew McConaughey.

12.
Niewinne – nie czytajcie recenzji – obejrzyjcie sami.

13.
Uśmiech Mony Lisy – gładki film, dobrze się ogląda ze względu na obsadę, chociaż nie było za dużego pola do popisu dla aktorów.

14.
Drużyna A – uciąć pół godziny z przodu i przyjemna nawalanka, w sytuacji, kiedy istnieje potrzeba obejrzenia sensacji z Liamem Neesonem + Bradleyem Cooperem oraz latającym czołgiem (spoiler). Było nawet śmiesznie gdzieś w środku, ale potem zrobiło się serio i ocena upadła.

15.
Maria Curie – kobieta na froncie - interesująca biografia o Marii Skłodowskiej-Curie w czasie I wojny, podobał mi się.

16.
Klucz do wieczności – bardzo interesujący temat, ciekawy film pełen wartkiej akcji. Z filmu na film rozczarowują mnie recenzje redaktorów Filmweb'u. Cenię za to oceny i komentarze widzów. Piszą to, co czują i widzą, szybko orientuję się, czy mamy podobne gusta. Nie silą się na surowych krytyków i znawców wszystkich filmów świata.

poniedziałek, 1 maja 2017

1 kwietnia
Jest sobota, piękna wiosenna pogoda, poranny spacer rozpoczynający pracowity dzień (mycie okien, sprzątanie, zakupy – znacznie więcej światła się zrobiło, kurz wylazł i straszy). Chyba wszystkie psy jednocześnie wyprowadzają swoich właścicieli, ale każdy przetarłszy oczy chętnie wychodzi. Dopiero dzisiaj jest tak naprawdę ciepło, pąki na drzewach są jeszcze nieduże, ale zdecydowane. Forsycja pokryła się żółtawą mgiełką. W lesie dużo wilgoci, niespecjalnie pachnie, więc tam nie poszłyśmy. Azja rozkręcała się z każdą chwilą bardziej, żeby wyjście zakończyć rajdem mokrymi łapami po czarnej ziemi. Obrażona wylądowała w misce z wodą. Każda łapa jakoby z cukru, jakieś nerwowe szarpanie i protesty. Potem już u siebie lizała obrażenia (głównie duszy, bo jej białe nóżki czyste były jak śnieg).

2 kwietnia
Temperatura powyżej dwudziestu stopni, bezchmurne niebo oraz dzień niedzielny skłoniły nas do wycieczki w miejsce znane i popularne. Nasze przewidywania co do liczby chętnych, pragnących w nim odpocząć, sprawdziły się. Potrzebę przebywania w dużej grupie ludzi zaspokoiłam na bardzo długo, może nawet do końca roku.
Odpoczywam zdecydowanie w samotności, ewentualnie w grupie do 3 osób.

3 kwietnia
Żeby uniknąć nieustannego myślenia o tym, że boli mnie brzuch, kupiłam dzisiaj w e-sklepie trzy pary butów. Kierowałam się wygodą i oryginalnością, co nie idzie w parze z niską ceną. Wybór dokonany, podobnie zakup, teraz czekam na dostawę. Będę informować na bieżąco.

4 kwietnia
Zebranie w szkole. Rozmawiałam z nauczycielem matematyki o planach Zosi na klasę mat.-fiz. w liceum. W świetle spędzania przez nią wieczorów nad zadaniami z matmy (dodatkowymi). Po rozważaniach, co będzie robić w życiu. Po eliminacji kilku oczywistych oraz nie tak bardzo oczywistych propozycji. Młody nauczyciel zrobił na mnie dobre wrażenie, rozmawiałam z nim szczerze. Nie znałam go, tyle co z opowieści Zosi. A niektóre mroziły krew w żyłach. Jak to opowieści.

5 kwietnia
W ten piękny dzień popadłam w jakiś lęk paniczny, na tle nękającego mnie od kilku dni, ćmiącego bólu brzucha, który z godziny na godzinę przeradzał się w rozległy ból brzucha, zwłaszcza prawy dół, tachykardię, dostałam nawet podgorączkowego stanu. Stojąc już na skraju ciężkiej choroby (może nawet hospitalizacji) zwróciłam się o pomoc do Marty. Marta równa się pomoc psychologiczna, stany nagłe, choroby przewlekłe, sytuacje kryzysowe, życie, demony i co tam jeszcze przyjdzie mnie dręczyć. Marta mimo własnych problemów potrafi całą swoją uwagę zwrócić na mnie i zwyczajnie mnie uzdrowić. Ale nie tam jakiś jednym słowem. Wielogodzinną terapią, cierpliwą i wielkoduszną rozmową.
Mam szczęście.

6 kwietnia
Wydarzyła się w mojej pracy nr 2 historia niespotykana. Przyszedł pacjent w najbardziej zakaźnym okresie przeziębienia (jak zwykle), czyli z lejącym się nosem, nieproduktywnym kaszlem i niepowstrzymanym kichaniem. Przypominam, że oddziela mnie od niego standardowy pierwszy stół, bez szyby (szyba utrudnia kontakt z pacjentem – podręcznik marketingu aptecznego).
Pacjent podszedł, a potem cofnął się o krok i dopiero zaczął do mnie mówić. Podczas całej rozmowy stał odsunięty metr od stołu. Z wrażenia podziękowałam mu serdecznie za troskę o moje zdrowie, wyczucie i kulturę osobistą. Chłopak stał (ledwo, gorączkę miał) i uśmiechał się przez załzawione oczy. Podziękował na koniec i poszedł.
A cała kolejka (nieduża na szczęście) patrzyła na mnie podejrzliwie.

7 kwietnia
Atak w Syrii. Kontratak w Syrii.
Umierający ludzie na ulicy. Wystrzelane rakiety z niszczycieli.
Buty przyszły, dwie pary zostawiam, jedną oddaję.
Gdzie tu są jakieś proporcje?

8 kwietnia
Logan: Wolverine – prawdziwa uczta, dobre kino ze wspaniałym Hugh Jackmanem. Najlepsza w tym filmie jest całkowita odmienność od wszystkich poprzednich z serii. No i Hugh jest prawie cały czas na ekranie, co ekranowi z całą pewnością dodaje uroku.

9 kwietnia
Wszystko jest bez sensu.

10 kwietnia
Smutna rocznica strasznej tragedii.

11 kwietnia
Bardzo miły znajomy zaproponował mi randkę, trzeba nazywać rzeczy po imieniu. Miałam chwilę na zastanowienie. Zrobiłam to i użyłam pierwszego z brzegu wykrętu, żeby odmówić.
Chemii zupełnie nie ma.

12 kwietnia
Żyję w ciągłym napięciu. Mój organizm co pewien czas informuje mnie, że pozwalam sobie na zbyt wiele. Z drugiej strony lubię obydwie moje prace. Potrafię docenić czas wolny i lepiej go wykorzystuję. Więc co?

13 kwietnia
Pracowałam wczoraj sama przez trzy godziny, aptekę odwiedziło 60 osób, co jest normalne w Wielki Czwartek. Jakoś poszło.

14 kwietnia
Są filmy łączące w sobie wiele gatunków, niedające się podsumować jednym zdaniem, ani o sobie zapomnieć. Takie są „Zwierzęta nocy”. Najpierw Jake Gyllenhaal i Amy Adams. Następnie znakomity scenariusz i muzyka.
Co pewien czas zdarza się taka doskonała przyjemność.

15 kwietnia
Co najmniej przesadne jest robienie ogromnych zakupów w tak wielkiej gorączce jaką teraz widać. Koszmar jakiś. 
Praca od 9 do 17. No padłam potem.

16 kwietnia
Śniadanie w malutkim gronie, spokojne, pełne starych, słyszanych wiele razy historii rodzinnych, omawiania przyszłości Jerzyka i Zosi, ostatnio obejrzanych filmów i przeczytanych książek.

17 kwietnia
Z wielką radością obejrzałam ponownie film „Van Gogh: Malowane słowami”. Tym razem nie musiałam męczyć się z tłumaczeniem wersji internetowej posiekanej na kawałki, tylko spokojnie podziwiałam całość. Tragiczną i samotną historię Vincenta odegraną mistrzowsko przez Benedicta Cumberbatcha.

18 kwietnia
Zła pogoda, zimno, nadciągają śniegi, smętnie jakoś, źle zupełnie.

19 kwietnia
Pojawiła się na horyzoncie nadzieja, że ktoś zaprowadzi ład w skądinąd przyjemnym miejscu pracy. Dzisiaj byłam bliska rezygnacji. Ponieważ niezaprzeczalnie jestem dorosła i już na szczęście nie naiwna, poczekam i zobaczę.

20 kwietnia
W każdej wolnej chwili oglądam filmy.
Polityka wykluczona.

21 kwietnia
Druga praca to podwójne kłopoty. Dwoje dzieci to podwójne zmartwienia.
Ale dwoje dzieci to też o dwa życia więcej niż moje. Dwa z jednego (no z dwóch). Jedno dodać dwa. Kwadraty? Potęgi? Nie da się opisać.

22-23 kwietnia
Zakończyłam 32 godziny pracy w weekend. Bardzo dobrze, ale jestem zmęczona i bezmyślna.

24 kwietnia
Zaczęłam kilka książek i wszystkie porzuciłam, co naprawdę bardzo rzadko zdarzało mi się dotychczas. Nuda, nieudolne, szkoda czasu. Gdzie jest moja intuicja?
Może to znużenie.

25 kwietnia
Zosia jedzie na wycieczką klasową w piątek do Krakowa i Zakopanego, ma być 5 stopni i lać.

26 kwietnia
Jeden z polityków, który doprowadził do spadku notowań dowodzonej przez siebie partii  ( z 24% do 5% w parę miesięcy), dokonał dziś heroicznego czynu i zrezygnował z funkcji przewodniczącego klubu parlamentarnego. Nie, nie zrezygnował z przewodnictwa partii, nie dał rady.

27 kwietnia
O piątej rano w deszczu i chłodzie Zosia ze sporą częścią swojej klasy pojechała na wycieczkę Kraków-Zakopane. W tamtej chwili zaczął się normalny koszmar nadopiekuńczej matki, kiedy dziecko gdziekolwiek wyjeżdża. Czas czekania na smsy mówiące o tym, że bawi się dobrze, jest fajnie i faktycznie, pada.

28 kwietnia
Oglądam Rebelianta - początek tego filmu skłonił mnie do refleksji dotyczącej chorób, czasów i medycyny. Wtedy (w XIX wieku), Zosia już by nie żyła przez swoją chorobę, ale też nie urodziłabym jej, ponieważ umarłabym przy Jerzyku (poród pośladkowy, duża głowa). Mnie też by nie było, bo mama zachorowała na zapalenie opon mózgowych w wieku kilku lat i uratowała ja tylko penicylina ze Szwecji, gdzie dziadek miał znajomych, a mieszkali wtedy w Stargardzie Szczecińskim. Mojego męża też by nie było, bo zachorował jako nastolatek na to samo, co teraz ma Zosia.

29 kwietnia
Wczoraj późnym wieczorem tak jak wyjechała, tak i w strugach deszczu wycieczka wróciła. Mimo wszystko zadowolona. To w końcu piętnastolatki.
Zjadłam przepyszne sushi, które Zosia przywiozła ze spotkania z tatą. Kiedyś tego nie lubiłam, ale oni chodzą na jakieś strasznie wypasione, prawdziwa uczta.

30 kwietnia
Oglądaliśmy filmiki, które kręciłam za czasów wczesnej młodości Zosi. Niesamowite jest, jak zmienia się wygląd człowieka w tych pierwszych latach życia. Zosia, maleńka dziewczynka nieustannie biegnąca, z podążającą w krok za nią Ritą, czarną jak aksamit, przez panienkę w sukienkach tańczącą w ogrodzie. Jerzyk, który z chłopczyka, przez okres naburmuszonego, długowłosego nastolatka przechodzi w mężczyznę, tak mało podobnego do samego siebie sprzed kilku lat.



poniedziałek, 17 kwietnia 2017

1.
Ocalony – wojna w Afganistanie, bez mędrkowania i wydziwiania. Dobry film.

2.
Niewinni czarodzieje – tylko Komeda.

3.
Znikający punkt – arcydzieło.

4.
Sammy – to spektakl telewizyjny z 1962 drugiego roku, gdzie Zbyszek Cybulski gra monodram. Doskonały.

5.
Nowy początek – wspaniała muzyka, rzeczywiście nowy, opcja?

6.
Aż do piekła – dobry, przewidywalny. Nierealny. Chris Pine – ciacho. Świetna muzyka.

7.
Mr. Nobody – Tak, koniecznie. Przykuwający uwagę. Ze znakomicie dobrana muzyką, efektami i przystępną logiką. Jared Leto - nieustannie świetny.

8.
Pewien dżentelmen – koniecznie, norweskie kino w wykonaniu Stellana Skarskgarda.

9.
Samotność liczb pierwszych – pomysł na film jest ciekawy, ale rozpościerają się w nim niestety koszmarne dłużyzny.

10.
Logan: Wolverine – tak! Tak!

11.
Cena prawdy – można.

12.
Śmietanka towarzyska – kolejne nudziarstwo, te same lata trzydzieste, jazz (o niego akurat nie mam pretensji) i słyszane sto razy dialogi.

13.
Biutiful – cierpienie i umieranie z twarzą Javiera Bardema według Alejandro Inarittu. Można.

14.
Mission: Impossible III – misja jak to misja ale Philip Seymour Hoffman, super plus.

15.
Jack Reacher: Jednym strzałem – porządne kino sensacyjne, z pościgami, bójkami oraz niezniszczalnym Tomem Cruise, który im starszy tym lepszy.

sobota, 1 kwietnia 2017

Co rozważania o realności życia bądź jej braku, mogą zmienić w moim? Napisałam pół strony własnych (bądź zapożyczonych) rozważań i wykasowałam potem. Bredzenie. Nieudolne wysiłki.
Pytanie, które pozostawiam: czy istnieje rzeczywistość obiektywna?
„Nie jest prawdą, że mózg stanowi źródło świadomości. To świadomość stwarza mózg”. Gdyby to była prawda, to?

Jeden człowiek, który myśli i odczuwa jak ja, to wielki skarb.

Pracuję, pracuję, nosem się podpieram.

Ludzi zżera nienawiść, widzę ich na własne oczy. Staram się trzymać najdalej, jak od zadżumionych w czasie dżumy. Czasami mam ochotę zepchnąć któregoś długim kijem do dołu z wapnem.

Kupiłam samochód. Fantastyczne.

Czytam Podwójne salto, to bardzo dobra biografia, ale nie odpowiedziała na pytanie dlaczego i ja kocham się w Zbyszku Cybulskim.

Poezja podrywających się helikopterów wojskowych.
Niepojęta sprzeczność woli przetrwania i potrzeby ryzyka.
„Ocalony”.

Dwie awantury jednego dnia. Obydwie zakończyłam z tarczą. Co potwierdza, że już czas rozstać się z grzeczną dziewczynką na zawsze.

Postanowienie na kwiecień: wracam do dziennika.

poniedziałek, 20 marca 2017

1.
Ścieżki - tak, kiedy jest się w dobrym nastroju na powolny film. Bez odpowiedniego nastroju – odpada.

2.
List w butelce – Paul Newman i Kevin Costner – nie potrafią źle zagrać, nawet gdyby chcieli. Już obsada sprawia, że warto, ale to melodramat – uprzedzam.

3.
Sicario – dla Benicio Del Toro mogę obejrzeć nawet to. Interesująca muzyka. Sensacja, chociaż bywało i długawo, i głupawo.

4.
Troje na gigancie – bardzo fajny film na słono i na słodko. Świetna muzyka.

5.
Jak być kochaną – nie do zapomnienia. Wtedy i dzisiaj. Koniecznie.

6.
Wszystko na sprzedaż – boleśnie pretensjonalny. Daniel piękny, ale to podobno kwestia gustu.

7.
Rycerz pierwszej damy – dla Shirley MacLaine i Nicolasa Cage, ale film jest nieduży.

8.
Słaba płeć? - cieniutkie, cieniusieńkie.

9.
Wszystko o Stevenie – nie. Bardzo męcząca rola Sandry Bullock.

10.
Drugie oblicze – koniecznie. To jeden z tych filmów, które zostają, przenikają się z życiem, cicho czekają żeby wrócić, niemal jak własne wspomnienie.

11.
Do utraty sił – wolę Jake Gyllenhaala od Sylvestra Stallone. I tylko on sprawił, że obejrzałam film. Wszystko już było.

12.
Morderstwo doskonałe – znowu niepowtarzalne lata dziewięćdziesiąte, Michael Douglas i prawdziwy thriller...

13.
Wszystko, co dobre – można.

14.
Moje córki krowy – tak, Kulesza.

15.
Skarbiec – nie ma potrzeby. Dwie fajne sceny.